Bajka-Detektyw

Władzimierzu Kwaczkowu - oficerowi Rusi, który znajduje się w niewoli w okupowanej przez wrogów Rosji.
2005.11.03

Bajka-Detektyw albo straszna historia, która przydarzyła się Fagotowi i Biehemotowi w budynku Michała Bulhakowa na ulicy Św. Andrzeja (Andreewskij spusk) w sierpniu 2004 roku.

Michał Bulhakowul. Św. Andrzeja (Andreewskij spusk).Dom, w którym mieszkał Michał Bułhakow.

słudzy narodów - kierujący partyjni pracownicy komunistycznej partii, po przywróceniu się w demokratów, zaczęli nazywać się - wilkołakami.

pieszy -*chodok* - mieszkaniec Rosji, pieniądze którego zostały zamrożone, a zarobić hrywny na Rusi nie pozwalaja.

Włodimierzł Ilicz Lenin (Uljanow)
, kontynuator dzieła brata Alexandra Uljanowa, który został powieszony za przewodzenie terrorystycznej organizacji w Rosji.

Wołodia Putin
- dżudoka, wnuk swojego dziada, który gotował jedzenie Włodimierzowi Iliczowi Leninowi i jego nie rosyjskiej, a łotewsko - litewskiej ochronie. Chodzą słuchy, że poszukują go mieszkańcy Kaukazu. Mówią że Rosjanie też będą podawać do Interpolu list gończy za zniszczenie młodych pędów demokracji w Rosji i rozwiązanie wojny na Kaukazie ze stworzonym rządem Burblisa dla Rusi. Mówią,że zobaczyli ojca Wołodi razem z niemieckimi oficerami przygotowującymi przestępstwa przeciw ludzkości i pokazywali zdjęcia. No, czego nie wiemy , tego nie wiemy.

Jezioro Łabędzie - muzyczny utwór Piotra Czajkowskiego wykorzystywany przez komunistyczną partyjną nomenklaturę dla narkotycznego wyciszenia tłumu w czasie przechwycenia władzy przez partyjnych kierujących Rosją.

Nina Denisowa
- znany grafik.
Nina Matwiejenko- znana piosenkarka. Głos Niny słychać we wszystkich krajach świata.

O, bogowie, o, bogowie moi! Jakże smutna jest wieczorna ziemia! Jakże tajemnicze są opary nad oparzeliskami! Wie o tym ten, kto błądził w takich oparach, kto wiele cierpiał przed śmiercią, kto leciał ponad ta ziemia dźwigając ciężar ponad siły. Wie o tym ten, kto jest zmęczony. I bez żalu porzuca wtedy mglistą ziemię, jej bagniska i jej rzeki, ze spokojem w sercu wtedy powierza się śmierci, wie bowiem, ze tylko ona przyniesie mu spokój.
Michal Bulchakow

Wczesnym rankiem w sierpniu 2004 r., kiedy wszyscy oszukani mieszkańcy miasta spali ciężkim snem, który- jak to bywa w głupim śnie - był przywołany przez nie oczekiwanym rozmnażaniem zamrożonych lokat pieniężnych przez "przyjaciół narodu" nie za granicą, a w rodzinnych regionalnych oddziałach banków.
Ze strony osiedla Podoł na ulicę Św. Andrzeja wyszło dwóch obywateli

Jeden z nich wyglądał przedziwnie - malutka główka, dżokejka, kusa kraciasta marynareczka utkana z powietrza ... Miał dwa metry wzrostu, ale w ramionach wąski był chudy niepomiernie, a fizys, jak zwrócił uwagę Michał Bułhakow, miał szyderczą.... .

Drugi, z samowarem, podobny do tłustego czarnego kota, jak też powiedział wielki mistrz - paskudnego kota.

Tak. To był Fagot - Korowjew i jego kolega Biegemot.
- Drogi przyjacielu mnie się nie podoba to miasto.
Na tej pięknej ulicy, uwierz mojemu przeczuciu, mieszka diabelska siła , która została idealnie przeszkolona na wilkołaka. I na tej ziemi moje umiejętności tracą siłę - zwrócił się Biegemot do Fagota.
- Biegemocie, masz rację, że powtórzę słowa Wolanda :
- Mieszkańcy się bardzo zewnętrznie zmienili, podobnie jak samo miasto, jak i wszystko inne.
- A co z naszymi wygłupami w teatrze Stepana Lichodziejewa?
A ta sztuczka z talią kart?
A sztuczka?. Kiedy wyciągnąłem z powietrza pistolet? I rozkazałem - Fagot stanął w teatralnej pozie skinął ręką proszę spojrzeć w górę! Raz ! I coś jakby błysnęło, wybuchło ... I na głowy zdumionych widzów spod kopuły zaczął padać deszcz pieniędzy. Podniosły się setki rąk zdumionej publiki. Wszędzie huczało słowo : czerwońce! czerwońce! , dało się słyszeć westchnienie : Ach! Ach! I wesoły śmiech.
I dzisiaj - w 2004 r. mieszkańcy Kijowa nie różnią się od tej publiki! Tak i mieszkańcy innych miast i wiosek krzyczą : Ach! Ach! Hrywny! , Hrywny!. I słychać wesoły śmiech obywateli Rusi Kijowskiej w domach obłąkanych.
- Trzeba zauważyć, nie zwracając uwagi na tę małą niedogodność, która znajduje się w sztuce wilkołaków - z zamrożeniem pieniędzy obywateli z nie- możnością ich otrzymania przez właścicieli z banków Rusi, że prawdę powiedziawszy nie ma bardziej bezpiecznego sposobu na globie, jak zabezpieczenie pieniędzy w ukraińskim banku.
- Tak, mój przyjacielu Fagocie, zamrożonych hrywien nie otrzymasz, ale one się nie psują! Nie psują, ale ich nie otrzymasz ! One podobne do mamuta w lodach Północy - nie psują się !
- Ale powstaje pytanie, drogi mój kolego, Fagocie: na jakie pieniądze czają się po świecie "demokraci" - wierni leninowcy, byli pracownicy KC Komunistycznej Partii i regionalni aktywiści kupujący drogie samochody, budujący drogie domy. I i .... w ogóle w ostatnim czasie oni żyją i zachowują się jak świnie.
Wchodzą w związki z przestępcami z innych krajów.
Na naszych oczach robią cyrk ! A jakie mają sny ? Co ?!

- Chodziło o sztuczki ! Na przykład , wyobraźmy sobie sytuację, że większości pracujących mieszkańców, żeby przeżyć fizycznie na najbardziej urodzajnych ziemiach planety, proponuje się poszukiwanie metali - na ziemi i pod ziemią - włączając rury z wodą , i oddawanie w miejsce skupu, który organizują demokraci.
- A ! A jak ma żyć słabsza część populacji i inteligencja - nauczyciele , profesorowie ? By przeżyć ? - zapytał podobny do kota i nie oczekując odpowiedzi, powiedział zamyślony:

- -Możliwości przeprowadzenia takiej sztuki zagrażał w 1990 roku wierny leninowiec, który przerodził się w demokratę - Gurenko, występując przed utalentowaną częścią mieszkańców .

Profesorom ? No na przykład: zbierać butelki po wypitym piwie przez tureckich budowlańców albo filologom połączyć wykładanie w szkole z domowym wyrobem pierogów i ganiać po pociągach, by je sprzedać .
I to, co oni dzisiaj robią.

A Aleksandra? Co ma robić Aleksandra żyjąca na ulicy Wołkowej nr 8?
- A coś się stało Aleksandrze? - spytał Fagot.
- Otóż teraz rozumiem, dlaczego z głodu zdechł jej pies !
Ale Aleksandra tylko przeżyła. Jak to się stało, ona sama nie wie - powiedział Biegemot i zapytał:
- Jaki jest logiczny finał owej sztuczki?

- A logiczny koniec, drogi przyjacielu Biegemocie taki! Estonia uważana za światowego lidera w eksporcie drogich metali, nie ma tych rur i kranów, nawet prostej stali, ni na ziemi, ni pod nią.

- A oto budynek 13! Dom mistrza Michała Bułhakowa , którego dzieła przetłumaczono na wszystkie języki świata. Niektóre państwa mają po dwa tłumaczenia różnych autorów , a do ich pracy odnoszą się z powagą . Jednakowoż , nie ma ani jednego tłumaczenia w jego ojczystym ukraińskim języku.

- Pójdźmy szybciej , drogi Fagocie , i zobaczymy we wszystkich kolorach, tonach i odcieniach czasy Michała Bułhakowa, jego pianino, jego biurko, za którym rodziła się jego mistyka , zobaczmy....
- Ale akurat tego my nie zobaczymy ! - powiedział Fagot.
- A-a co można zobaczyć w domu, w którym mieszkał wielki mistrz - Michał Bułhakow?
- Mistykę! Wszystko przepadło w białej mgle - za białą zasłoną farby! Odpowiedział Fagot.

Biegemot stanął na stopniu schodów i usłyszał krzyk kobiety, która zjawiła się nad schodami.
- Na pierwszym stopniu, proszę nie stawać, to jedyna zachowana przez nas oryginalna pamiątka w naszym muzeum.
Z poręczami! O Michale Bułhakowie ! - uroczyście mówiła kobieta i konty -
nuowała:

- Drodzy zwiedzający , proszę się przyłączyć ! Śmiało ! I zobaczcie naszą pracę - co mogliśmy zrobić z pamięcią o wielkim pisarzu dwudziestego wieku. Biorąc życie Bułhakowow i Turbinyh jako całość, wszystko zamazaliśmy białą farbą ! Teraz potrzebna będzie cała wasza fantazja do tego, żeby pod farbą zobaczyć mistykę .

- A co zobaczymy pod obrazem szafy, przez który wchodzimy do mieszkania Michała? -zapytał zdumiony zwiedzający .
- Tu także potrzebne pańska fantazja i szafa przemieni się w komin , z rozdziału wspaniałej książki Michała Bułhakowa - *Wielki bal u szatana* - miło odpowiedziała kobieta.

- Och ! Pani ! - Powiedział Biegemot - szafa ni z tego , ni z owego , nie przemieni się w komin i wychodząc z szafy wyjdzie pani z szafy - nie z komina .
- A gdzie zobaczymy portrety drugiej i trzeciej żony? - znowu zapytał zdziwiony zwiedzający
- Druga i trzecia żona były w innym mieście i w innym okresie życia Michała - uprzejmie odpowiedziała kobieta.

- I komin był w mieszkaniu numer pięćdziesiąt w innym mieście i w innym czasie - znowu zauważył zwiedzający, który nie był zdolny do fantazji i wyobraźni.

- To-warzysz nie ro-zumie ! - śpiewnie i groźnie, ale przekonująco powiedziała kobieta.
-
- Nie! Nie mogę więcej na to patrzeć ! - jak wtedy, w tym pechowym mieszkaniu, zapłakał Korowiow i dodał : - Oto oni, wilkołaki - demokraci - leninowcy ! Pójdę i przyjmę trzysta kropli waleriany !!!

- Towarzysze ! Obywatele ! Mieszkańcy byłej Kijowskiej Rusi!
Gdzie są moi leninowcy ? - rozległ się rodzinny i taki bliski głos Włodzimierza Ilicza Lenina , pojawiający się za plecami kobiety w brązowej ramie, podobnej do starego złota.

- Włodzi - mie - rzu Ili - czu ! Oto my ! - śpiewnie mówiła kobieta. I zakrywając oczy, pogrążyła się w głęboką medytację, szepcząc przez zęby zaklęcie diabelskiej siły - znanej całemu czytającemu światu
- Raz, dwa ... Merkury w innym domu, księżyc odszedł, sześć, nieszczęście, wieczór, siedem! I Wykrzyknęła radośnie:
- Demokraci - leninowcy, szykujcie się na uroczystą zbiórkę !
- I po dwóch stronach kobiety zjawiły się niemłode i chamskie twarze chłopaków w garniturach pod krawatem.

- Włodzi-mie-rzu Ili-czu !- zaszeptał zwiedzający, pozbawiony wyobraźni

- - oni ... oni mnie ograbili! Dwadzieścia osiem tysięcy zamrozili, a rozmroził jeden z nich w Kaliforni. Oni! Oni! Ile bym kupił samochodów?

- Włodzimierz Ilicz, mrużąc, i tak przymrużone, uśmiechnięte oczy, zapytał:

- Szalejcie, chłopcy - demokraci! Zapomnieliście nasze hasło przywiezione dla was w pociągu jadącym z fińskiego dworca w 1917?
- Włodzimierzu Iliczu- pamiętamy !
- Im więcej rozstrzelamy duchownych, tym lepiej!
- A jeśli pamiętacie, dlaczego budujecie cerkwie?
- Dlaczego inteligencja się aktywizuje, zdąża po zajęciach by , biegać po pociągach i sprzedawać pierogi?! - zapytał Ilicz..
- Władimierzu Iliczu pamiętamy przywiezione hasło -
- A tę wszawą inteligencję trzeba postawić pod ścianę ! Rozstrzelać!
- No, prawidłowo, pamiętacie !
-
- Czasy się zmieniły, to nie 1917, nie możemy niszczyć waszymi metodami. Otóż i patrz ! Zmuszają nas, żeby wydłużać kijowsko - pieczerskie jaskinie i chować się w nich bez komfortu - z nocnikami. Jak i nasz kolega.

- A nauczyciele jeszcze roczek pobiegają po pociągach z pierogami i sami staną się proletariuszami - znikną nauczyciele na Rusi , jak zniknęły prehistoryczne jaszczury . A duchownych będą kształcić nasi instruktorzy - leninowcy

- No , ojczulku - chodok , jak cię nazywają i z jakiej guberni będziemy - pieszczotliwie zapytał Ilicz pocierając ręce .
- Witalij ! My z ulicy Kurganowskiej, domu nr 3, nasze mieszkania, żeby nie umrzeć z głodu , daliśmy na wynajem , a sami zaczęliśmy mieszkać w stajni , Włodzimierzu i Iliczu .

- A ileż to klas cerkiewno - parafialnej szkoły skończyłeś , Witalij ?
- Instytut skończyłem Włodzimierzu Iliczu .
- To niedobrze! Niedobrze uczyłeś się ojczulku! Powinieneś pamiętać , jakim hasłem rozwaliliśmy Ruś Kijowską ?! Tak ! Tak ! Przypomnij sobie Witalij.

- Skleroza , Włodzimierzu Iliczu , wiek ? - powiedział zwiedzający

- Mówisz wiek , to ja ci przypomnę !
- Idź i bierz! Rabuj zrabowane!.
- I co widzimy ? - Ruś bogata! Każdy Niemiec, Francuz , Włoch chciałby roczek - dwa popracować na Rusi!
Srebrem złotem płacili . A teraz ?! Każdy mieszkaniec guberni chciałby chociaż pół roczku u Niemca popracować. I za marki - z prostego metalu !!!

- Do szałasu Lenina ! Czego uczy naród ? Dzisiaj to niedobre hasło ? -ryknęła zwierzęcym głosem kobieta.
- Do szałasu - chórem krzyknęli chłopaki - demokraci - leninowcy w tle dźwięcznej melodii utworu Piotra Czajkowskiego - " Jezioro Łabędzie"
- Chłopaki wziąwszy się za ręce , w zgodzie ruszyli do tańca małych łabędzi

- Włodzimierz Ilicz stając w nie zwyciężonej pozie cyrkowego zapaśnika , spokojnie oderwał od biodra prawą rękę i pokazał figę , przejrzyście mówiąc:

-Oto ! Figa ! Zobaczcie ! a nie własny Lenin w Szuszenskim szałasie ! Mnie Niemcy za rozwalenie Rusi Kijowskiej dadzą azyl . Już na Kremlu łotewski pułk siedzi z bolszewikami - Litwinami ! Otóż konsul generalny Rosji w Memelu -towarzysz Błażis, a o to towarzysz Szilaris ! Towarzysz Burbulis - już mer - miasta byłej Rusi Kijowskiej , utworzył wam cały rząd i opracował teorię przebudowy Rosji . Towarzysz Usow, zrobiony na Rosjanina , ma posadę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Rosji! A towarzysz Czubajs was prywatyzował!
Wnuk mojego kucharza -Wołodzia Putin już na Kremlu panuje ! Jemu także Niemcy dadzą azyl ! On, z rządem Burbulisa zrobionym dla Rusi , chłopaków Rusi rzucił na wojnę na Kaukazie !
I z demokracją na Rusi się nie pieścił ! Raz ! I demokracji nie ma !
Włodzimierz, drugie miasto Rusi Kijowskiej , za granicą zrobili dla aborygenów Rusi Kijowskiej !

Lenin , już spokojnym głosem , powiedział :

- Jak widzicie, nie muszę sprawdzać na Ruś pociągu łotewskich strzelców z fińskiego dworca! Na pociągu zaoszczędzę .

- A pieniądze - marki z Feliksem przepuścimy na zabawę z
- waszymi dupami.

- Muzyka Piotra Czajkowskiego zabrzmiała mocno i wylała się na ulice.

- Biegniemy ! Słyszysz ! Grają "Jezioro łabędzie" Piotra Czajkowskiego - krzyknął Fagot do Biegemota - będzie przewrót władzy ! Będzie krwawy !

Biegemot skoczył ze schodów za Fogotem, ślizgającym się po ocalałej poręczy - historycznej pamięci po Bułhakowie, był uderzony pierwszym stopniem i zarazem ostatnim znakiem zachowanej pamięci o Michale Bułhakowie i w locie złapał samowar, i na świecąco wytarł bruk przed domem Bułhakowyh i Turbinówyh.

-Rzuć samowar - krzyknął Fagot - skręcając z ulicy św. Andrzeja i w podwórze, gdzie mieszkają dwie Niny. Jedna Nina maluje, a druga śpiewa. No, ale to wszyscy, kto widzi i słyszy, wiedzą ! One także zostały okradzione przez demokratów - leninowców.
- Samowar ! Rzuć samowar ! - krzyczal Fagot.
Samowar prysnął aż iskry poszły na bruku św. Andrzeja i za chwilę był sprzedany przez nauczyciela z pobliskiej szkoły.

"Jakże smutna wieczorna ziemia ! Jak tajemne mgły nad błotami". Daleko z tyłu zostały puszyste, białe chmury owiec, zastygłe pod czarnym bezkresem z zapalającymi się ognikami dalekich gwiazd, wypełzającymi z nich złotymi kopułami cerkwi : Czernihowskiej, Kijowskiej, Włodzimierzo - Suzdalskiemi, oświeconymi lodowym - księżycowym światłem. Zastygły tajemnicze mgły nad Diesną, Dnieprem, Łabędziem Kijowskim, Sodyszką, Klazmą. Daleko z tyłu, w księżycowym świetle Łabędź Włodzimierski niesie swoje wody w Klaźmę.

Fagot i Biegemot milcząc lecieli w księżycowym świetle.
I oto ! W dole ! Pod nimi mieszały się wody z krwią i brzegiem rzeki i zapaliły się tysiące ogników od papierosów. To raz na rok, kiedy wszystko śpi, podnoszą się z ziemi niemieccy chłopcy, którzy przychodzili po obcą ziemię i spotykają się po przyjacielsku, na krótkim papierosie z chłopakami, którzy nie chcieli jej oddać, pozostali leżąc w swojej ziemi.

- Już Bukrin ! Teraz będzie przejście Chodż-rowom.
- Czekają na nas - powiedział Fogot.

Czarny Woland siedział na konie, stojącego pod tablicą z napisem " Chodż-rowom imienia Włodimierza Ilicza Leninia. Nazywamy w historycznym momencie 1990 roku przekształcania miedzynarodowej partyjnej nomenklatury rządzącej Rusią w demokratów rządzących Rusią .

Za tablicą , wynurzył się fronton jednopiętrowy , z czerwonej cegły , budynku z oknem na poddaszu w którym , przez otwór klatki schodowej , przenikało drgające światło od palących się w kominku drew.
Światło także rzucało dwa długie słupy z dwóch szczelin okiennych , rozstawionych po bokach komina , wydobywało z ciemności betonowe kręgi studni, korbę z nakręconą na nią linką i wiszącym na nim wiadrem . Liżące języki płomieni znikały w ciemności sadu.
Nad tajemniczą mgłą , wiszącą nad maleńką rzeczką Miedwidką , był rozmazany czarny las.

Woland patrzał przed siebie , tam gdzie wyłaniała się z mroku duża rzeka z uciekającymi w dal czerwonymi ognikami boji.
Księżyc , wyglądając zza chmur, odezwał się cienką linią światła odbitego od maleńkiej wysepki gołej ziemi .

- No cóż - powiedział Woland z wysokości swojego konia - papiery wartościowe bez pokrycia! Jednakże czas ! Gwizdać nie będziemy . Demokraci usłyszą!

- Czas !!
- I , jak wtedy , czarny Woland , nie patrząc na drogę , rzucił się Chodż- rowem imienia Wlodimierza Ilijicza Lenina.
- I w ślad za nim bezszelestnie ruszyła jego świta, przenosząc się czarną chmurką nad rybakiem, który usnął w łódce, przytwierdzonej do brzegu zgubionego, gołego kawałka ziemi pośrodku dużej rzeki. I jak wtedy nastał ranek, który okrasił czerwonym kolorem prawego brzegu rzeki i mogiłę innego mistrza, który prosił, żeby go pochowano na tych brzegach.

Valentin Efde,
Gdańsk, Sierpień 2004r.

Opracowanie chronione prawem autorskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Opracował Zbigniew Mańkowski.

     
           
  © Copyright 1998-2013 Valentin Efde | Developed by Anisim    
       
     
 

Pracownia projektowa